MARTYNA
Obudziłam się. Była 5:00, normalnie o tej godzinie jeszcze śpię. Nie mogłam spać dlatego że dzisiaj ma rozmowę w sprawie pracy. Leżałam jeszcze pół godziny... i wstałam. Nie miałam co robić, bo na rozmowę umówiona byłam dopiero na 7:00. Poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. Założyłam moje nowe czarne spodnie, jasnoniebieską bluzkę i buty na lekkim obcasie. Włosy pokręciłam i lekko się pomalowałam. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Po zjedzeniu była już 6:10. Wzięłam torbę i wyszłam z mieszkania.
Wsiadłam na rower i przyjechałam do biura. Rower zaparkowałam i poszłam na rozmowę. Nie wiedziałam jak trafić... Zobaczyła chłopaka, i podbiegłam do niego.
-Przepraszam, wie może pan gdzie jest biuro?
-Tak, wiem.
-To gdzie jest?
-Prosto i w prawo.
-Dziękuję.- Zaczęłam się powoli oddalać.
-Poczekaj!!- Usłyszałam.
-Jestem Piotrek, a ty?
-Martyna. Przepraszam,ale się śpieszę.- Powiedziałam.
-A... poszłabyś ze mną na kawę?- Zapytał Piotrek.
-Jestem bardzo zajęta. Pa.- Poszłam w stronę biura.
Gdy weszłam do środka przy biurku siedział dr. Wiktor Banach.
-Dzień dobry.- Powiedziałam.
-Witam, ty jesteś Martyna?- Zapytał.
-Tak.
Rozmawiałam z doktorem tak pół godziny. Pytał chyba o wszystko. Na szczęście dostałam pracę. Byłam bardzo szczęśliwa. A co najlepsze zaczynam jutro o 7:00. Wróciłam do domu taka szczęśliwa jak nigdy. Siedziałam nic nie robiąc i poszłam spać.
Rano obudziłam się około 6:00. Wstałam, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Po kilku minutach musiałam wychodzić do pracy. Gdy byłam na miejscu udałam się do bazy tam był już Wiktor. Przebrałam się i poszłam z doktorem w stronę karetki. Przy karetce stało dwóch mężczyzn.
-To jest Martyna. - Powiedział Wiktor.
-Cześć jestem Adam.
-A my się znamy.- Oznajmił Piotr.
-Martyna dzisiaj z nami jeździ.- Powiedział Wiktor.
-21S...
-21S... zgłaszam się...- Powiedział Piotr.
Pojechaliśmy do wezwania. Cały dzień był miły. Nie było innych wezwań. Po pracy podszedł do mnie Piotr.
-I co pójdziesz ze mną na tą kawę?- Zaproponował.
-Przepraszam, ale jestem już umówiona.
Chłopak odszedł smutny. A ja krzyknęłam.
-Piotrek! Ja nie powiedziałam ,,nie".
I wyszłam z bazy. Poszłam do domu