niedziela, 17 maja 2015

1. Pierwszy dzień

MARTYNA
Obudziłam się. Była 5:00, normalnie o tej godzinie jeszcze śpię. Nie mogłam spać dlatego że dzisiaj ma rozmowę w sprawie pracy. Leżałam jeszcze pół godziny... i wstałam. Nie miałam co robić, bo na rozmowę umówiona byłam dopiero na 7:00. Poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. Założyłam moje nowe czarne spodnie, jasnoniebieską bluzkę i buty na lekkim obcasie. Włosy pokręciłam i lekko się pomalowałam. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Po zjedzeniu była już 6:10. Wzięłam torbę i wyszłam z mieszkania.
Wsiadłam na rower i przyjechałam do biura. Rower zaparkowałam i poszłam na rozmowę. Nie wiedziałam jak trafić... Zobaczyła chłopaka, i podbiegłam do niego.

-Przepraszam, wie może pan gdzie jest biuro?

-Tak, wiem.

-To gdzie jest?

-Prosto i w prawo.

-Dziękuję.- Zaczęłam się powoli oddalać.

-Poczekaj!!- Usłyszałam.

-Jestem Piotrek, a ty?

-Martyna. Przepraszam,ale się śpieszę.- Powiedziałam.

-A... poszłabyś ze mną na kawę?- Zapytał Piotrek.

-Jestem bardzo zajęta. Pa.- Poszłam w stronę biura.

Gdy weszłam do środka przy biurku siedział dr. Wiktor Banach.

-Dzień dobry.- Powiedziałam.

-Witam, ty jesteś Martyna?- Zapytał.

-Tak.

Rozmawiałam z doktorem tak pół godziny. Pytał chyba o wszystko. Na szczęście dostałam pracę. Byłam bardzo szczęśliwa. A co najlepsze zaczynam jutro o 7:00. Wróciłam do domu taka szczęśliwa jak nigdy. Siedziałam nic nie robiąc i poszłam spać.

Rano obudziłam się około 6:00. Wstałam, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Po kilku minutach musiałam wychodzić do pracy. Gdy byłam na miejscu udałam się do bazy tam był już Wiktor. Przebrałam się i poszłam z doktorem w stronę karetki. Przy karetce stało dwóch mężczyzn.

-To jest Martyna. - Powiedział Wiktor.

-Cześć jestem Adam.

-A my się znamy.- Oznajmił Piotr.

-Martyna dzisiaj z nami jeździ.- Powiedział Wiktor.

-21S...

-21S... zgłaszam się...- Powiedział Piotr.

Pojechaliśmy do wezwania. Cały dzień był miły. Nie było innych wezwań. Po  pracy podszedł do mnie Piotr.

-I co pójdziesz ze mną na tą kawę?- Zaproponował.

-Przepraszam, ale jestem już umówiona.

Chłopak odszedł smutny. A ja krzyknęłam.

-Piotrek! Ja nie powiedziałam ,,nie".

I wyszłam z bazy. Poszłam do domu